poniedziałek, 9 grudnia 2013

"A śmierć będzie ukojeniem."

Wchodzę do łazienki, uśmiechając się krzywo. Wzdycham krótko i napuszczam wody do wanny. Dolewam dość dużo truskawkowego płynu do kąpieli. Pamiętam, że zawsze lubiłeś gdy pachniałem truskawkami. Ale teraz wolisz jego, mdląco-słodki zapach wiśni. Przewracam oczami na myśl o twoim "Ale Kyo, przecież wiesz że to nie miało prawa bytu. Ty przecież nie umiesz kochać."
Oh, jakże się myliłeś, Kaoru. Umiem kochać. Może niezbyt nadaję się do tych wszystkich dławiąco słodkich wyznań, do karmienia się w miejscach publicznych, do zarywania nocy na rozmowach o naszej miłości.  Bo ja tak nie umiem, a ty dobrze o tym wiesz. Bo ja kocham po cichu. 
Kocham, gdy się uśmiechasz.
Kocham, gdy patrzysz na mnie z tą niewyobrażalną czułością za każdym razem w tej krótkiej chwili, w której wysuwasz się ze mnie i wtulasz mnie mocno, szepcząc słodkie wyznania.
Nie odpowiadam, ale wiesz że kocham.
Kocham, gdy śmiejesz się ze mnie ( do mnie ) w sytuacjach w których jest to najmniej odpowiednie. Gdy wywracam się na lodzie w zimę, gdy gubię zapalniczkę a ty nie chcesz mi pożyczyć swojej i wytykasz język uciekając mi. Gdy kłócimy się o pilota a ty śmiejesz się i mówisz że jestem strasznie słodki gdy się złoszczę.
Kocham, ale mruczę jakieś obelgi pod nosem, tak dla zasady. 
Kocham, gdy oglądamy razem anime, które lubisz i uśmiechasz się wtedy tak dziecinnie, co chwilę klepiąc mnie po udzie z piskiem "Kyo, Kyo! On to zaraz rozwali i.. i ... Łaaaał! Widziałeś?!"
Ale teraz już tego nie robisz. Teraz uśmiechasz się, czule patrzysz, śmiejesz się i oglądasz anime z nim. Oddychasz, żyjesz dla niego, nie dla mnie. A ja straciłem taką osobę. Straciłem sens mojego życia, straciłem Ciebie. Dlatego teraz wyruszam do kuchni po moją nową najlepszą przyjaciółkę. Oh, jaka ona piękna... Zupełnie nowa, ostrzegająco błyskająca swym złowtogim blaskiem. Kojące ostrze... To to, czego potrzebuję. Parę nacięć, nieco blizn. Wracam do normalnego życia... Ale ja już tak nie mogę. Nie mogę Kaoru, słyszysz?!
Powoli rozbieram się, uważnie oglądając wszystkie blizny. Milczę, lecz mój umysł krzyczy.


"Patrz! Widzisz?! Patrz co zrobiłeś... Zniszczyłeś mnie"



Ale to nie Kyo umarł. Kyo to prorok śmierci, idealny aktor. Bezuczuciowy skurwiel, którego nic nie złamie. 

Umarł Tooru.


"Ty! To ty mnie zabiłeś."



Umarł... Przez samego siebie. Bo nie był taki jak Kyo. Tooru był poszukującym prawdziwej miłości romantykiem, głupcem. Zakochanym głupcem.



"Ale nie przejmuj się mną. 

Ja nie miałem prawa bytu..."


Dlatego teraz delikatnie przejeżdżam palcami po bliznach rozciągających się na ramionach, brzuchu, udach.



"Nie potrafię się nikomu zwierzyć, nie potrafię nikomu zaufać... Zabił mnie hipokryta"*



Wchodzę do wanny nagi i uśmiechnięty.

Ukojenie.. Oh tak. Rozkładam się wygodniej i przykładam żyletkę do nadgarstka. Nie wahając się ani chwili, zagłębiam ostrze w bladej skórze nadgarstka.


"Spokojnie.. Nie jestem przecież potrzebny."



Trochę szczypie, ale niemal nic nie czuję. Odchylam głowę i zamykam oczy. Na ślepo 

przejeżdżam żyletką. Czuję krew spływającą po nadgarstku do łokcia i kapiącą powoli do wody, która szybko zabarwia się na czerwono.  Wykonuję ostatnie, decydujące cięcie. Uśmiecham się błogo. Widzę że mój świat chowa się powoli w mroku. 
Mocniej zamykam oczy, dalej uśmiechając się. Powoli tracę przytomność, ciemność zasnuwa mój świat.


I nie, nie słyszę nagle głosu Kaoru wbiegającego do mojej łazienki z dramatycznym wrzaskiem "Kyo! Nie, ja Cię kocham!" Nie przyjeżdża karetka i nie żyjemy długo i szczęśliwie, jak w tych wszystkich tandetnych opowiadaniach.



Nie słyszę nic.

Powoli umieram.. Ukojenie nadchodzi. Żegnaj, Kaoru.


***

"Skoro miłość jest czymś, do czego się przyzwyczajasz, dlaczego w ogóle się rodzimy?"

Dir En Grey - "Bogaboo"


* - Dir En Grey - "Mushi".

I jak? Mam nadzieję że się podobało. Z góry przepraszam za wszystkie błędy, jeśli jakieś są. Szukam bety! Jeśli macie jakieś prośby co do opowiadań moje gg - 43070629. Pairing i pomysł ^.^
Wybaczcie za to że to angst, za to że to takie emowskie. Miałam cholernie zły nastój.
No i przepraszam że taki długi odstęp, ale nie działał mi internet :/
Pozdrówka,
Kyo.