poniedziałek, 14 kwietnia 2014

" I owe you a fall"

Witam witam witam! 
Pierwsze primo - bardzo, bardzo was przepraszam za to, że tak długo nie pisałam. Nie miałam jednak za grosz weny, a jak wiecie, bez niej trudno się obejść przy pisaniu. Na razie mam dla was krótki wierszyk, który wymyśliłam siedząc na lekcji biologii. 
Nosi on tytuł " I owe you a fall"  i dotyczy Sherlocka produkcji BBC ONE.

Moriarty traci świadomość
wysyła detektywowi wiadomość
I.O.U - I owe you a fall
Czyżbyś chciał, by Sherlock rzucił się ze skał?
Herbatka przy Baker Street z psychopatą
Oh Sherlock, Sherlock, co na to tato?
"Na dachu szpitala, spotkajmy się, Sherlocku"
Rzuca wyzwanie Moriarty z niebezpiecznym błyskiem w oku
Sherlock słownie się zjawia
Geniusz złoczyńcy objawia
Ten zabić chce przyjaciół "snajperów nie powstrzymasz"
Śmieje się z jego poczynań
Więc czy detektyw ma wyjście?
Jedyne to na drugi świat przyjście
Sherlock skoczył, rzecz niezaprzeczalna
Plama z krwi jest niemal niezmywalna
John krzyczy, John płacze
Gdy tylko Sherlock skacze
Dwa lata bez Sherlocka Johna rozbijają
Na biednym żołnierzu lekarze zarabiają
W akcie desperacji 
Tuż pod koniec akcji
Sherlock chce powrócić
Przyjaciela męki skrócić
John prawie się otrząsnął
Lecz Sherlock znów nim wstrząsnął
Pojawia się 
Objawia się
Bezczelnie się ujawnia.
"Jestem żywy" w skrócie rzecze, 
Jakby nie wiedział, że dla Johna był najważniejszy w świecie
Mary zszokowana
Towarzyszka nowa przez serce Johna wybrana
Gdy Sherlock zawiódł
Chyba nie skorzystają już dzisiaj z obiadu
"Kto wiedział?" pyta Watson dociekliwie
Mary spogląda na Sherlocka niecierpliwie
"Molly Hooper" zaczyna detektyw
Po dwóch latach bez Johna już prawie anorektyk
"Molly?!" burzy się pan doktor
"A więc to dla niej przez okno
Wyskoczyć jesteś gotów
Bo z nią nie darłeś kotów
O takie głupoty jak fing własnej śmierci
Bo w twojej piersi, serce się chyba nie wierci"
Sherlock zaprzecza
Z Johnem się sprzecza
Dostaje w twarz
Chwieje się raz
"Nie wiem...nie wiem czy mogę Ci znowu zaufać"
"Musisz John, błagam! Nie chcę tego nawet słuchać!"
John ucieka do mieszkania
Sherlock znów narobił zamieszania
Musi to sobie uporządkować
Może zaczną sprawy rozwiązywać od nowa? 

Taki tam sobie mój napad twórczości. Proszę o nie kopiowanie i nie umieszczanie moich prac nigdzie jako swoich. 




piątek, 3 stycznia 2014

"Bo buty z lateksu potrafią zniszczyć związek"

Dzień dobry dzień dobry! 

Długo nie pisałam, wiem (ciekawe czy ktoś to w ogóle czyta... ). Mam w planach teraz małą, jakby to powiedzieć, "serię" One-shot'ów. Pairingi z dupy, historyjki krótkie (też z dupy, wymyślone na szybko, bo wena równie szybko ucieka co się pojawia, więc nie ma co się spodziewać gruszek na wierzbie drodzy państwo) i  w ogóle. Może to przez to że ostatnio moja polonistka powiedziała że moja świadomość literacka leży i kwiczy, bo powinno się czynić głębokie rozmyślania przed pisaniem, czego ja nie czynię. Piszę wszystko na szybko, jak mam wenę. 
Pierwszy taki łan-szot jak to mówią, będzie dość krótki (wow) i dość dziwny (wow). Nie owijając w bawełnę, macie.

.
..
... 
Jeszcze jedna sprawa. Wybaczcie za przydługawy (istnieje takie słowo..?) wstęp, ale mam skłonności do rozpisywania się, więc wybaczcie (mówię jakbym miała całe rzesze fanów...>>). POSZUKUJĘ BETY, PILNIE. I jeszcze jedno. JEŚLI KTOŚ CHCE BYM POWIADAMIAŁA GO O NOWYCH TEKSTACH, PISAĆ MI W KOMENTARZACH SWOJE GG. 

I jeszcze...
JEŚLI MACIE JAKIEŚ PROPOZYCJE PAIRINGU, PISAĆ. I JAKIŚ MAŁY ZARYS FABUŁY.
PRZYKŁAD (też z dupy)----> "Die x Kaoru, tuż po koncercie, Kaoru rżnie Die'a w łazience, później wyznaje miłość" Coś w  tym stylu. Takie opowiadanka będą krótkie, ale postaram się spełniać wasze wymagania, kicie. 


Tytuł - brak ( myślałam nad "bo buty z lateksu potrafią zniszczyć związek")
Pairing - Mana (Moi Dix Mois ----> wątpię byście nie znali, ale w razie co kliknąć TUTAJ)  x Rito (Lycaon ---> nie znasz, kliknij TUTAJ)

Autor - wasza kochana cudowna KYO. <3 (ja, linku do mego ryjka nie dam c: )


"Bo buty z latekstu potrafią zniszczyć związek" 


-Laleczko, zbieraj się. Musimy już wychodzić. - westchnął mężczyzna, zakładając wysokie za kolano, lateksowe koturny. 
- Musisz znowu ubierać to gówno? - skrzywił się jego kochanek, obrzucając buty zniesmaczonym spojrzeniem. 
- Nie mów tak, to nie uchodzi. Jesteś przecież kulturalną laleczką, nieprawdaż? 
- Przestań tak do mnie mówić, Manabu. Nie wiem czy zauważyłeś, ale siedemnasty wiek minął jakiś czas temu. Dokładnie to chyba z cztery tysiące lat temu! - warknął obruszony Rito, kręcąc głową - I nie mam zamiaru iść z tobą na ten cholerny bankiet. - syknął, wracając do sypialni. Mana westchnął tylko kobieco po czym ruszył za chłopakiem. 
- Księżniczko... - zaczął westchnieniem, podchodząc do Rito który stał do niego plecami a przodem do okna przy którym palił papierosa. - Miałeś rzucić palenie. - młodszy syknął zirytowany, na co Mana podszedł do niego bliżej i delikatnie ucałował jego odkryte ramię. Chłopak stał w samej koszulce Many, która była na niego za duża i zsuwała się z jednego ramienia. Mimochodem starszy zauważył, że jego kochanek wygląda w niej niesamowicie seksownie. - Proszę. Pójdź ze mną. Bez Ciebie będę się śmiertelnie nudził.. No i wiesz przecież, jak kocham patrzeć na Ciebie. Kocham widzieć te zazdrosne spojrzenia ludzi którzy oglądają się za nami i zazdroszczą mi tego że to ze mną jesteś. Jesteś przecież moim skarbem, prawda? - wyszeptał Mana prosto do ucha fioletowowłosego. 
- Mana, nie wkręcaj mnie. Wiem że Ci się podobam, wiem że chodzę tam z tobą tylko po to by wyglądać, jasna cholera! - warknął mężczyzna, obracając się do drugiego przodem. Gitarzysta Moi Dix Mois był dużo wyższy od Rito bez butów, a w tych platformach... Było między nimi conajmniej trzydzieści centymetrów wyjątkowo niekonfortowej różnicy. Rito już zbierał się do wygłaszania kolejnych sprzeciwów, ale skutecznie utrudniły mu to usta Manabu, który nagle zapragnął go pocałować. 
- Wiesz co? - zapytał po chwili, przekrzywiając głowę - Chyba na jednym bankiecie beze mnie przeżyją.- uśmiechnął się i puścił do chłopaka oczko, śmiejąc się cicho. Rito uchylił usta ze zdziwienia.
Mana uśmiechnął się, kiwając powoli głową.
Rito spojrzał na niego z niedowierzaniem i próbował doszukać się w słowach kochanka jakiegoś podstępu.
Mana dalej delikatnie się uśmiechał.
Rito westchnął głośno i po chwili też się uśmiechnął.
- Czyli zostajesz? 
- Czyli zostaję. - skinął głową Manabu i złożył kolejny soczysty pocałunek na wargach fioletowowłosego. Ten uśmiechnął się szerzej i zarzucił ręce na kark starszego po czym podniósł się na palcach i usiadł na parapecie. Czarnowłosy zaczął zjeżdżać z pocałunkami na szyję chłopaka, zostawiając wilgotne od śliny ślady. Wsunął dłonie pod koszulkę młodszego i gładził jego szczupły brzuch palcami, jednocześnie zostawiająć mu na grdyce średniej wielkości malinkę. I gdy już miał zsunąć z Rito koszulkę i zanieść go do sypialni by oddać się miłosnym uniesieniom, ten odsunął go od siebie stopą.
- Manabu... - zamruczał, co wydało się w tej chwili gitarzyście najseksowniejszym dźwiękiem pod słońcem, księżycem i wszystkim co może świecić i jest dość wysoko. Przełknął głośno ślinę i spojrzał na kochanka, który wodził po nim rozochoconym spojrzeniem.
- Tak..?
Rito uśmiechnął się i wysunął język po czym upewniając się że ten patrzy, dokładnie oblizał usta, myśląc jednak o czymś zgoła innym.
- Zdejmij.. - zaczął, przeczesując włosy palcami. Manabu już sięgnął dłonią do zamka swej sukienki, gdy fioletowowłosy przerwał mu - Te pieprzone buty.