- Kuuup mi chusteczki, proszę. – słyszysz w
słuchawce i wzdychasz cicho. Cóż za
męcząca istota, myślisz, ale i tak jedziesz po chusteczki. Po jakiś
piętnastu minutach jesteś już pod jego blokiem z zapasem chusteczek
higienicznych i nadzieją, że o takie mu chodziło. Dzwonisz domofonem, mimo że
wiesz, że nie działa. Wzdychasz ciężko. Wchodzisz jak zwykle schodami, bo winda
też nie działa. Pukasz do mieszkania.
Puk.
Puk Puk.
Puk Puk Puk.
Miarowe pukanie zamienia się powoli w złowieszczy
stukot.
- Otwieraj, mała gnido. –warczysz, lekko się
uśmiechając. Wiesz, że nie słyszy.
Mimo to, po kolejnej litanii miarowego, złowieszczego
stukania w jego ciężkie mahoniowe drzwi wejściowe (które, swoją drogą,
wybieraliście razem, przypominasz sobie dalej uporczywie stukając) słyszysz
kroki po drugiej stronie. Wzdychasz po raz nie wiadomo który, nad jego
nieporadnością mimo dorosłego wieku.
Dorosły
wiek,
myślisz. Zabiłby za to stwierdzenie.
Śmiejesz się w duchu, gdy drzwi do mieszkania wreszcie się otwierają. A za nimi
stoi on, chory. Tak, twój wzrok Cię nie myli, to ta urocza piżamka, którą
kupiłeś mu na urodziny, a on od razu oświadczył że nigdy jej nie założy.
Śmiejesz się głośno a on patrzy na Ciebie jak na
idiotę.
- Właź.. – mruczy ni to zaspany, ni to zbyt chory by
normalnie mówić. Wchodzisz podając mu pudełko chusteczek na on uśmiecha się do
Ciebie dziękczynnie.
- Odwdzięczę się. – mówi cicho. – Chodź.
Kiwasz głową zdejmując buty, patrząc kątem oka na
jego gołe stopy. Cmokasz z niezadowoleniem.
- Nie wyzdrowiejesz chodząc na boso. – mówisz
wstając. I wtedy ze zgrozą zauważasz otwarty na oścież balkon. Podbiegasz więc do drzwi balkonowych i szybko
je zamykasz, mocno, na zasuwkę.
- Gorzej Ci?! – krzyczysz na niego krzątając się po
jego salonie, sprzątając pudełka po pizzy i butelki po piwie. Wzdychasz. Co za głupek myślisz wyrzucając śmieci do kosza w kuchni.
– Robiłeś to
po to, by nie chodzić na próby? – Pytasz siadając na kanapie z kubkiem
uprzednio zrobionej herbaty. Melisy. Na uspokojenie, On siada koło Ciebie, po
turecku. Stwierdza chyba, że mu niewygodnie, bo rozkłada się na kanapie a stopy
kładzie na twoich udach, a ty automatycznie odkładasz kubek i ogrzewasz je.
- Więc..? dlaczego chorujesz na siłę? – ponawiasz
pytanie pocierając jego zimne stopy.
- Bo nie mam ochoty patrzeć na tę wkurwiającą gębę
Kaoru. – burczy w końcu odnajdując najwygodniejszą pozycję akurat w twoich ramionach,
a ty wybuchasz śmiechem.
- Też się czasem zastanawiam dlaczego Die z nim
jest. – śmiejesz się dalej obejmując go ramieniem.
- Bo nie ma kogo ruchać. – stwierdza wzruszając ramionami,
na co ty pokładasz się ze śmiechu.
Ale po chwili poważniejesz. I wiesz, że on nie lubi takich pytań, ale
musisz je zadać.
- A ty? – pytasz spoglądając na niego.
- Co ja? – pyta, ale obydwaj doskonale wiecie, że
wie o co Ci chodzi.
- Dlaczego ze mną jesteś? – pytasz odwracając się do
niego.
- Bo Cię kocham. – mówi spokojnie, uśmiechając się
do Ciebie ciepło.
- Tylko dlatego? – pytasz podchwytliwie, a on całuje
Cię w szczękę.
- I jeszcze dlatego, że przynosisz mi chusteczki. –
śmieje się cicho a ty całujesz go w głowę.
I już nie masz wątpliwości czy Cię kocha.
THE END
Chyba czytałam już gdzieś coś podobnego, a może wcześniej zamieściłaś już to opowiadanie na innej stronie? XD Za dużo yaoi hehe. Btw. myślę sobie, że to musiała być błękitna pidżamka w chmurki albo w Troskliwe misie XP
OdpowiedzUsuńTak, zamieściłam je już na blogu moim i koleżanki ^^ Staram się nie powtarzać cudzych pomysłów.
OdpowiedzUsuń